Znowu zbaczam z kursu obranego na bieganie, ale czasem warto. W sumie blog powinien mieć tytuł “wieliczka aktywna”, ale nawet sobie nie wyobrażam ile musiałbym spędzać czasu na nim.
Wróciłem z weekendu żeglarskiego. Ze mnie żaden żeglarz, ale kolega z pracy ma patent, więc pożyczył “omegę” i chwilę pobujaliśmy się po Zalewie Czorsztyńskim.
Naprawdę polecam przystanie nad zalewem. Nie ma tłoku, można rozbić namioty (myśmy tak zrobili), pieniądze wręcz smieszne jak na aktywny weekend.
Jeśli chodzi o bieganie to tylko dla tych, którzy lubią pagórki.
Z dodatkowych atrakcji oczywiście oscypki, domowe obiadki u gospodyń lokalnych, ognisko nad jeziorem.
Podsumowując, żeglowanie jest napewno atrakcyjną formą spędzania czasu. Nie jest nawet drogie w porównaniu z obecnie dostępnymi atrakcjami pt. sporty extremalne itd. Niesamowicie brzmiały morskie opowieści z ust Grześka opisującego rejs Pogorią, Darem Młodzieży lub wypożyczonymi jachtami w Grecji, Chorwacji i innych przyjemnych miejscach świata. Nie każdy może pływać obok wielorybów czy delfinów. Ja jednak zostaję w stopniu majtka i czekam na kolejną okazję wyjazdu z kolegą. Samemu nie będę raczej zgłębiał tego rzemiosła. No może kilka węzłów – cumowniczy juz umiem.
A teraz ide biegać!






